NaszWłocławek.pl

Włocławski Portal Informacyjny

Barbara Chrabąszczewska

4 dan – obecnie jedyna kobieta w Europie z tak wysokim stopniem mistrzowskim, od 5.12.2009 wiceprezes PFA, pierwsza kobieta w zarządzie PFA.

Co jest Pani największa pasją? Czy tylko Aikido a może ma pani jeszcze inne pasje, hobby?

Bez wątpienia aikido to moja największa pasja. Aby osiągnąć mistrzowski stopień i taki poziom zaawansowania w tej sztuce walki, trzeba wielkiej determinacji i należy się temu naprawdę poświęcić. Oczywiście przy okazji fascynacji aikido trudno nie zachwycić się Japonią, krajem, który jest kolebką nie tylko jego technicznej strony, ale też uniwersalnej filozofii dążenia do harmonii i doskonałości we wszystkim, co w naszym życiu robimy. Oprócz aikido „pasjami” czytam tzw. Łysiaki, czyli wspaniałe książki Waldemara Łysiaka, które mam wszystkie na półce, i do których sięgam w każdej wolnej chwili. To one uczą patriotyzmu, honoru, miłości do sztuki literackiej i malarstwa, z tymi książkami można podróżować w miejsca urokliwe i tajemnicze. Niecierpliwie czekam na każde kolejne wydanie.

W Aikido używa się też broni np. mieczy noży czy pałki oczywiście zazwyczaj są to drewniane imitacje, ale co sprawia, że kobieta decyduje się na taki sport i poświęca się tak bardzo tej pasji?

Od dzieciństwa byłam „urwipołciem”. Mieszkając w podwłocławskiej wsi w Nasiegniewie,  nie bawiłam się lalkami ale organizowałam wraz z braćmi podchody, zabawy w Indian i broniłam młodszych braci pięściami przed tymi, którzy ich bili. Jestem podobna do taty a mój dziadek był ułanem u J. Piłsudskiego i może stąd moja ułańska dusza?
Przygodę ze sztukami walki zaczęłam od treningów judo pod okiem braci Konwerskich. To oni zaszczepili we mnie „miłość” do wysiłku na tatami. Później, gdy judo przestało na jakiś czas istnieć we Włocławku, jeździłam do Szczecina uczyć się aikido i uznałam, że jest to idealny wręcz styl walki dla kobiety. Większość mężczyzn przewyższa kobiety warunkami fizycznymi i siłą, i przeważnie to mężczyzna występuje w roli agresora. Aikido natomiast opiera się głównie na zasadzie, aby tę siłę ataku właściwie wykorzystać i skierować ją przeciw napastnikowi. Fascynowały mnie również stare filmy o samurajach i kodeks honorowy bushido, więc również to zadecydowało o wyborze aikido, gdzie wiele technik wzorowanych jest na ruchach miecza i podczas treningów ćwiczy się również techniki z mieczem.

W Aikido można by się dopatrzeć wielu sprzeczności jak to, że nie ma tu technik kopnięć i uderzeń a mimo to jest to jedna z najbardziej widowiskowych sztuk walki albo to, że w walce nie chodzi o to by zwyciężyć ale by nie zostać zwyciężonym. Czy trudno jest to wytłumaczyć młodym uczniom, wprowadzić ich w ten świat, zwłaszcza, że Aikido jest uważane raczej za jedną z najtrudniejszych ze sztuk walki?

W aikido nie ma miejsca dla osób nastawionych wyłącznie na brutalne mordobicie. Jeśli taki ktoś przychodzi spróbować i nie potrafi zaakceptować etykiety i zasad zachowania się w dojo, szybko rezygnuje sam i szuka innego stylu walki. W aikido są kopnięcia i uderzenia, ale nie one są celem i nie są tak często ćwiczone jak w np. w karate, gdyż większość czasu poświęca się na naukę neutralizacji ataku, zejścia, uniki, opanowywanie dźwigni i rzutów. W aikido dzięki odpowiedniej technice miękkość może kontrolować siłę. Aby móc się zsynchronizować z atakiem przeciwnika, konieczne jest posiadanie nie tylko elastycznego ciała, ale i umysłu. Podczas treningu kształci się nie tylko technikę, ale i odporność psychiczną. By zajmować się aikido nie trzeba być osiłkiem o znacznej posturze, wystarczy być precyzyjnym, giętkim i potrafić przewidzieć zamierzenia partnera. Dlatego aikido jest atrakcyjne również dla kobiet, dzieci i osób starszych. Aikido jest piękne, bo jest wymagające, angażuje człowieka w 100 procentach. Technikę trzeba zrobić perfekcyjnie by była skuteczna. Ale ten skutek to nie znokautowanie agresora, lecz przekonanie go po kilku nieudanych próbach, że dalsza walka nie ma sensu. Nie liczy się zwycięstwo, lecz rezultat, dlatego uważa się tą sztukę za najtrudniejszą i mówi o niej, że to sztuka walki dla dżentelmenów. Trochę tych dżentelmenów jest jeszcze i we Włocławku, a dzieci ćwiczą głównie z innych powodów: radości, jakie sprawiają im wspólne zabawy na tatami, ćwiczeń dzięki którym stają się o wiele sprawniejsze i odważniejsze, przyjaźni, które nawiązują w grupie ćwiczebnej.

Pracuje Pani od lat z włocławską młodzieżą, wychowała Pani, jeśli mogę tak powiedzieć, wielu wspaniałych ludzi. Kim są, jak już wysoko zaszli i czy niebawem będziemy mogli o nich wiele usłyszeć?

Sekcja istnieje ponad 30 lat, ćwiczących dłuższy czas było bardzo wielu. Większość osób żyje teraz poza Włocławkiem lub Polską. Gdy obchodziliśmy 25 lecie lub 30 lecie włocławskiej sekcji, ci ludzie przyjeżdżali z daleka by się spotkać i powspominać dawne czasy, a ci którzy nie mogli być osobiście przysyłali e:maile z najdalszych zakątków świata. Niektórzy zdobyli uprawnienia instruktorskie i prowadzą zajęcia aikido w innych miastach, część dotarła do poziomu mistrzowskiego 1 i 2 dan. Myślę, że „wychowałam” ich dobrze i w duchu aiki, bo wyrośli na porządnych, mądrych i uczciwych ludzi. Cieszy również fakt, że wracają dawni uczniowie wraz ze swymi dziećmi i wspólnie wylewają pot na tatami. Takie zajęcia integrują rodzinę i pozwalają na wspólne przeżywanie pasji.

Gdy mówi się o Pani to zazwyczaj przypomina się, że jako pierwsza kobieta w Polsce i obecnie jedyna w Europie osiągnęła Pani 4 Dan, czy nie martwi Panią, że mniej mówi się o tym jak ciężko pracuje Pani nad swoimi sukcesami?

Nie, gdyż każdy kto chcę coś osiągnąć musi mieć marzenia, pasję i dużo sił aby je realizować. Ja robię to co lubię i myślę, że to nie mój 4 dan jest sukcesem, lecz to że włocławska sekcja przetrwała ponad 30 lat a jej dawni wychowankowie przyprowadzają dziś swoje dzieci na moje treningi mówiąc, że mają do mnie zaufanie i ich syn czy córka będą pod fachową, dobrą opieką. To daje mi satysfakcję i nadzieję na to, że ktoś kto ćwiczył aikido przez dłuższy czas wyrośnie na porządnego człowieka.

Jest Pani osobą bardzo zajętą, zapracowaną. Nawet ten wywiad musieliśmy przełożyć z tego właśnie powodu. Może zdradzi nam Pani swoje najbliższe plany oraz to czym się obecnie Pani zajmuje?

Większość czasu oprócz pracy zawodowej poświęcam na doskonalenie swej wiedzy z aikido oraz innych dziedzin życia, literaturze, malarstwie, lubię kontakt z przyrodą i pracę w ogrodzie. W marcu 2011r. będziemy obchodzić 35 lecie polskiego aikido. Uroczyste obchody będą tym razem w Złotowie, a ja jako wice prezes Polskiej Federacji Aikido zobligowana jestem do aktywnego przygotowania uroczystej gali. Natomiast we Włocławku 4 grudnia tego roku odbędzie się pierwszy, ogólnopolski, techniczny staż szkoleniowy tylko dla osób z mistrzowskimi stopniami, więc organizacja spada na moje barki. W dalszej perspektywie marzę o wyjeździe do Japonii, treningu w dojo w Iwamie, gdzie żył i ćwiczył twórca aikido Morihei Ueshiba, architekturze w Kioto, chciałabym obejrzeć autentyczne wiejskie domy w Shirakawa-go (wpisane na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO), przepiękne ogrody, w których można odnaleźć spokój i ukojenie, świątynie i japońskie zamki-warownie oraz parki narodowe z niepowtarzalną przyrodą. Japonia to niestety kosztowne marzenie, ale to marzenia pomagają wytyczać cele w naszym życiu.

Jak znajduje Pani czas na prace, treningi, turnieje, życie prywatne…?

Pomimo, że ukończyłam prawo, wolałam pracować w Szkole Podstawowej nr 12 jako nauczyciel wychowania fizycznego, co wiązało się z kolejnymi studiami na AWF i pedagogice. Nie widzę siebie za biurkiem 8 godzin, treningi prowadzę w tej samej szkole wieczorami, a ponieważ aikido to moja pasja dzieci z w/w szkoły ćwiczą bezpłatnie. Często wyjeżdżam na seminaria i szkolenia z mistrzami japońskimi, gdyż aikido to droga, która nie ma końca, zawsze trzeba dążyć do doskonalenia zarówno swych umiejętności fizycznych jak i duchowych. Mąż ze względu na pracę poza Włocławkiem nie ćwiczy aikido, jednak towarzyszy mi w większości wyjazdów, więc dzięki temu nie musimy za często za sobą tęsknić. Córka jest już dorosła, obroniła pracę magisterską z nanotechnologii w poznańskim UAM, dostała się na dzienny przewód doktorski w tej dziedzinie i przyszłość wiąże z nauką w Poznaniu. Pod opieką mam psa rasy  golden retriever o imieniu Abba, to bardzo mądra i najwierniejsza ma „przyjaciółka”, dzięki której codziennie oddycham świeżym powietrzem podczas leśnych spacerów i mogę pomyśleć w ciszy przy ptasiej muzyce.

Czy zdarzyło się że była Pani zmuszona do wykorzystania swoich umiejętności na tzw. ulicy?

Na szczęście urodziłam się w czasach, gdy mężczyźni byli bardziej „rycerscy” niż obecnie i szanowali kobiety, więc nie było nagminnych napadów rabunkowych czy pobić tylko dla tzw. „zabawy”. Tylko kilka razy byłam zmuszona do sprawdzenia znajomości swych technik, raz w obronie torebki, innym razem w obronie nieznanego mi chłopca, którego bandzior katował na ulicy. Aikido dysponuje również bardzo skutecznymi dźwigniami i rzutami, zwłaszcza gdy napastnik nie spodziewa się co go czeka, więc poradziłam sobie. Obecnie jest wokół tak dużo agresji, że warto uczyć się samoobrony.

Miała Pani może kiedyś taką myśl by Włocławek zostawić i przenieść się gdzieś do innego większego miasta, innego kraju, gdzie było by łatwiej, wygodniej?

Mam przyjaciół w innych krajach, którym żyje się zapewne lżej i spokojniej ale… odpowiedź tkwi w piosence Andrzeja Rosiewicza „Pytasz mnie”. Urodziłam się Polką, znam naszą historię, czuję się związana emocjonalnie z tym krajem i swoim miejscem zamieszkania, więc dopóki bociany wracają tu do gniazda – mam „nadzieję dla ojczyzny lepszych dni”…

Jako kobieta pewnie lubi Pani kwiaty? Jakie są te Pani ulubione?

Te, które żyją, czyli krokusy w górach i kaczeńce na łąkach wiosną, maki i chabry w polskim zbożu latem oraz fiolet wrzosów jesienią.

Dziękuje za rozmowę. Życzę spełnienia marzeń i dalszych sukcesów.

Tomasz Popowski
22.09.2010