Poniżej przedstawiamy Państwu tekst nadesłany nam przez Posła Łukasza Zbonikowskiego.
„Dlaczego burmistrz Gołembiewski woli wojnę zamiast pokoju?
W Polsce trwają mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Największa impreza sportowa w historii Polski. Niektórzy wręcz twierdzą, że największe wydarzenie międzynarodowe, jakie odbywa się na naszych ziemiach. Być może mają rację. W każdym razie dzieją się pozytywne cuda. Polacy się cieszą, bawią. Premier Tusk ramię w ramię z premierem Kaczyńskim wzywają do spokoju i godnego przeżywania Euro, a także – przynajmniej na ten czas – wygaszenia wszelkich waśni i razem z milionami Polaków świętują ten piękny turniej.
Jednak w tej sielance pojawił się jeden wyłom. Znalazł się samorządowiec, który niczym Don Kichot – pod prąd toczy swą niewypowiedzianą wojnę z posłem Zbonikowskim. Tym niepokornym jest burmistrz Gołembiewski jedyny, który nie może poskromić swego zawziętego charakteru i rozpoczął właśnie kolejną odsłonę wykreowanego przez siebie konfliktu. Nie był w stanie wytrzymać trzech tygodni pokoju, żeby nie przyłożyć, dowalić i nakłamać na swego przeciwnika.
Informuję, że orzeczenie sądowe tak jak zostało sformułowane, zostało wykonane i wszelkie inne twierdzenia są nieprawdą. Ale wiem też, że pana Gołembiewskiego to nie obchodzi, bo nigdy nawet nie zapytał, czy tak się stało. Znalazł po prostu sposób, by medialnie odgrzać zakończoną już dawno sprawę.
Podłość i zawziętość p. Gołembiewskiego ma kilka aspektów. Po pierwsze apelacja sprawy sądowej miedzy nim a moją osobą odbywała się w grudniu, w dniu pogrzebu przedwcześnie zmarłego teścia. Ostatnią rzeczą o jakiej wtedy myślałem był fakt, czy przez moją nieobecność wygra pan Gołembiewski i czy będzie miał z tego satysfakcję. Niech ma i niech się cieszy. Ale jemu to mało. Przez te kilka miesięcy do dnia dzisiejszego – pomimo, że wezwałem go nawet listownie z potwierdzeniem odbioru – nie podał mi numeru konta, na który miałbym przelać zasądzone koszty zastępstwa procesowego (w związku z brakiem numeru konta pieniądze dostarczyłem przekazem pocztowym). Teraz jestem w pełni przekonany, że robił to specjalnie, by wywołać żenujący spektakl medialny i żalić się, że nie dostał pieniędzy. I pomyśleć, że wcześniej nawet pomyślałem pozytywnie o burmistrzu, że to przejaw ludzkiego odruchu, że odpuścił sobie, a może nawet wstydzi się żądać kosztów zastępstwa procesowego, skoro bronił go mecenas zatrudniony w Urzędzie Miasta Kowala. Lecz niestety okazało się, że działał z premedytacją i perfidią, tylko po to, żeby teraz opowiadać o komorniku. Do tego ataku przystąpił nie tylko w czasie trwania Euro 2012, ale także w tygodniu, w którym moja żona obroniła doktorat z ekonomii. Powołujący się na chrześcijańskie zachowanie pan Gołembiewski nie dopuści, by Zbonikowscy choć chwilkę się cieszyli.
I tylko rodzi się pytanie, dlaczego pan Gołembiewski woli wojnę zamiast pokoju?
Czy to jest wynik zbyt długo dzierżonej władzy na jednym stołku burmistrza Kowala, która doprowadza do paranoi, że każdy kto nie składa mu pokłonów jest wrogiem i zagrożeniem, że trzeba go zniszczyć, a przynajmniej bezustannie atakować?
Czy może to przejaw takiego mrocznego charakteru, który pozwala panu Eugeniuszowi Gołembiewskiemu być takim geniuszem, że jako młody absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w czasach PRL-u dostał od PZPR intratną funkcję w aparacie władzy, po czym gdy prezydentem Polski był Lech Wałęsa, a szefem jego kancelarii Lech Kaczyński pan Gołembiewski zapisał się do Porozumienia Centrum, a potem w zależności od wiatrów historii pokazywał się w towarzystwie SLD-owców lub liberałów z PO. Nie bez znaczenia jest również fakt, że był członkiem ZSL-u, poprzedniczki PSL-u, a PSL jak wiemy może z każdym…”
Łukasz Zbonikowski